Oswajanie strachu i radość tworzenia. Dlaczego wracam do „Wielkiej Magii”?

Są takie książki, do których lubię wracać co jakiś czas. Wiem, że za każdym razem wyciągnę z nich coś zupełnie innego – wszystko zależy od tego, co jest dla mnie w danej chwili ważne, nad czym rozmyślam i nad czym aktualnie u siebie pracuję. Jedną z nich jest „Wielka Magia” Elizabeth Gilbert. Wróciłam do niej właśnie teraz i te kilka zaznaczonych zdań przypomniało mi o czymś, o czym w codziennym pędzie łatwo zapomnieć: o czystej radości z samego procesu tworzenia.

img 5571

Przez bardzo długi czas pozwalałam, by mój wewnętrzny krytyk przejmował ster. Tłamsił mnie i sprawiał, że większość moich prac lądowała w głębokiej szufladzie bezpieczna przed oceną, ale całkowicie niewidzialna dla świata. Albo, co gorsza, nawet nie próbowałam ich kończyć, bo z góry skazywałam je na porażkę. W mojej głowie cicho dźwięczała absurdalna zasada: stworzyć można tylko arcydzieło, reszta się nie liczy.

Dziś uczę się patrzeć na to zupełnie inaczej. Wiem już, że nie wszystko musi być idealne, nie wszystko musi być arcydziełem czy trafiać na sprzedaż. Czasem warto po prostu porobić „brzydkie” rzeczy – takie, które uciszają perfekcjonistkę we mnie i pomagają złapać dystans do ewentualnego błędu. Bo błąd to przecież nie porażka, a po prostu proces.

Uczę się też, że to, jak moje prace zostaną odebrane, nie zależy ode mnie. Nie mam na to wpływu i co najważniejsze nie muszę pytać nikogo o pozwolenie, by tworzyć czy mogę dzielić się tym, co mam w środku. Jak pisze Gilbert:

Nie potrzebujesz niczyjego pozwolenia, żebym żyć kreatywnie”.

Prawda jest taka, że kiedy dzisiaj publikuję nowy rysunek, nadal czuję lekki ścisk w żołądku. Stres nie znika magicznie. Ale powoli, krok po kroku, oswajam ten strach. Robię to dla siebie, ale robię to też dla mojej córki. Chcę dawać jej przykład nie tylko słowami, ale przede wszystkim działaniem. Chcę, żeby widziała mamę, która ma odwagę pokazać światu swoje ukryte skarby i która z dumą potrafi powiedzieć tak jak Elizabeth Gilbert w swojej książce:

„Lubię swoją zdolność tworzenia”

Kocham tworzyć niezależnie od rezultatów. Wierzę, że dzięki moim pracom trafię do osób o podobnej wrażliwości i guście. Mam cichą nadzieję, że sztuka, którą tworzę, wniesie odrobinę ciepła, emocji i pięknego koloru również do Twojego domu.

A Ty? Kiedy ostatnio pozwoliłaś sobie na czystą radość tworzenia, tak zupełnie bez zastanawiania się nad oceną innych?